10/15/2018

# Czy tofu jest fu?

Minął tydzień. W sumie nawet trochę ponad, ale przyjmijmy roboczo, że to tydzień odkąd wykluczyłam z diety mięso i niektóre produkty pochodzenia zwierzęcego. Myślałam, że będzie trudniej, że szybko się poddam albo że nie będzie mi się chciało gotować. Nic z tych rzeczy.
Choć przyznaję, że mój pierwszy raz z tofu był najbardziej stresującą sytuacją w moim życiu, ale przeżyłam. I o dziwo wyszło naprawdę smacznie, co mnie cieszy, bo nie jestem wielką fanką kartonu.
Minął tydzień, a ja w tym czasie zdążyłam eksperymentować z tofu, zjeść dwie zupy kremy z warzyw (porową i z białych) i spróbować jaglanych kotletów z suszonymi pomidorami. I powoli przymierzam się do zrobienia kotletów sojowych.

Myślę, że jak na sam początek i błądzenie trochę we mgle tego nowego stylu życia, ale powiem wam, że da się. I wcale nie jest to jakieś super trudne. Współlokatorka zapytała mnie ostatnio czy chce mi się gotować, a ja odpowiedziałam, że nie jedząc mięsa nie gotuje jakoś więcej niż z mięsem. Mam wrażenie, że wychodzi dokładnie na to samo.

Teraz idę zjeść ostatnią porcję mojego kremu z białych warzyw i zastanowić się, jaki krem zrobić jutro oraz z czym zjeść tofu :)

Moje życie kręci się wokół jedzenia, ale kocham jeść, więc można powiedzieć,  że jestem naprawdę szczęśliwa. I czuje się bardzo dobrze sama ze sobą.
Mam nadzieję, że wy też macie się dobrze.

Pozdrawiam

- W.

10/08/2018

# Dlaczego?

Gdy wspominam znajomym o tym, że postanowiłam spróbować diety wegetariańskiej zawsze, ale to zawsze pada jedno, sakramentalne pytanie - DLACZEGO? 
Później oczywiście pojawiają się też inne, które na pewno denerwują absolutnie każdą osobę bez wyjątku, która postanawia spróbować czegoś nowego 
- po co Ci to? 
- nudzi Ci się w życiu? 
- nie masz co z pieniędzmi robić?
- czytasz te głupoty w internecie i teraz cudujesz 

Jestem pewna, że nie ma na świecie osoby, która przyjęła by to gradobicie pytań ze stoickim spokojem. Ja staram się odpowiadać na nie z uśmiechem na ustach grzecznie tłumacząc, że to moje życie, moje pieniądze i nikt w talerz zaglądać mi nie musi. W końcu to ja zamierzam jeść te wszystkie "okropności". 

W całym swoim życiu próbowałam naprawdę wielu różnych rzeczy. Kocham eksperymentować i poznawać, dlatego nie obce są mi diety wszelakiej maści, które koniec końców nie zdały u mnie egzaminu. Uwielbiam też próbować nowych rzeczy w kuchni i sięgać po przyprawy, które zwykle nie znajdowały zastosowania w moim codziennym gotowaniu. W ten sposób odkryłam moją wielką miłość do chilli i curry, które lądują niemal we wszystkim, co gotuję. 

Dlaczego więc postanowiłam spróbować wegetarianizmu? Wiem, brzmi to tak, jakby wegetarianizm był jakimś przepisem, który zamierzam sprawdzić i po części tak to widzę. Dla mnie wegetarianizm jest przepisem na zdrowie, a ja chcę go wypróbować i podzielić się z wami moimi obserwacjami. Nie będzie tu łzawych postów o cierpieniu zwierząt, które mają was zmotywować do rezygnowania z obecnego stylu żywienia. Nie chcę nikogo do niczego przekonywać. Wychodzę z założenia, że każdy ma swój rozum i potrafi w internecie znaleźć niezbędne informacji, z którymi zrobi, co uważa za słuszne. Więc skoro ja nie zamierzam mówić wam, jak macie żyć, to prosiłabym o to samo. Po prostu żyjmy swoim życiem, okej? 

Jeśli kogoś zainspirują moje obserwacje - to cudownie. Ale z doświadczenia wiem, że ludzie raczej sceptycznie podchodzą do większości rzeczy, które wymagają od nich minimum wysiłku. Ja jestem z natury upartą osobą i coś czuję, że za szybko z tego mojego przepisu na zdrowie nie zrezygnuje. No chyba, że okaże się, że mam na zdrowie alergię :) 

W każdym razie udało mi się po krótce wyjaśnić wam, dlaczego akurat wegetarianizm. Nie jest to żaden turbo szlachetny powód, choć oczywiście cierpienie zwierząt nie jest mi obojętne i uważam, że coś powinno się z tym zrobić, bo to zwyczajnie nieludzkie i niehumanitarne, a przecież chodzi o coś, co potem ląduje na naszym talerzu. Ja sięgnęłam po wegetarianizm, by sprawdzić, czy faktycznie mój stan zdrowia ulegnie poprawie. Czy będę miała więcej energii, czy masa ciała ruszy w dół i czy skończą się inne przykre dolegliwości, które na co dzień utrudniają mi życie, a na które żadne leki i suplementy diety dostępne w aptece nie działają. 

 I uprzedzając inne pytania, które mogą się pojawić - nie, nie jest mi ciężko zrezygnować z jedzenia mięsa, bo najzwyczajniej w świecie nie ma go zbyt wiele w mojej codziennej diecie. Na ogół jadam zupy i kanapki (jestem tym typem człowieka) więc jedynym wysiłkiem z mojej strony było tak naprawdę zastąpienie kostek rosołowych drobiowych na warzywne, a pasztetu na pastę z ciecierzycy. 

Więc nie, nie czuję, by brak mięsa miał być jakąś wielką tragedią w moim życiu. 

Z racji tego, że wszelakie zmiany nie zachodzą z dnia na dzień nie widzę sensu, by pisać tutaj codziennie. Myślę, że raz w tygodniu będzie optymalnym czasem, w którym będę w stanie zaobserwować ewentualne zmiany, więc zaglądajcie tutaj w każdy PONIEDZIAŁEK po kolejną dawkę mojego radosnego bełkotania. 

 - W
Copyright © 2016 Wegetarianizm? , Blogger